wtorek, 2 sierpnia 2011

Rozdział 21

Obudziłam się gdzieś tak o 8:30, rozejrzałam się nie wiedziałam gdzie jestem. Coś ścisnęło mnie w talii, przestraszyłam się. *Uff to Bill* odetchnęłam z ulgą. Wydostałam się z jego objęć ale tak żeby go nie obudzić. Nadal źle się czułam i bolałam mnie głowa. Podeszłam do plecaka koleżanki i wyjęłam pierwszą lepszą koszulkę i czarne dresy oraz trampki. Poprosiłam kierowcę aby zatrzymał się przy stacji Orlen, założyłam kurtkę i wyszłam szybko, przebrałam się, nie malowałam się nie miałam ochoty, zaraz później zadzwoniłam do ojca. (t- tata, n- ja)
t: Hej kochanie jak tam?
n: Dobrze ale mam sprawę.
t: O co dokładnie chodzi?
n: O to że… tato bo moja koleżanka i jej chłopak to wampiry a dokładnie zdrajcy.
t: Hmm… a dokładniej?
n: Justyna i Bartek, znajdziesz w kartotekach.
t: Wiem kim oni są, i co mam zrobić w tej sprawie?
n: Oni chcą się do nas przyłączyć, wyślę ich dziś do Tybetu. Mogę?
t: Nie jestem co do tego pewien…
n: Daje ci moje święte słowo że nic się nie stanie.- cisza w słuchawce- tato jesteś???
t: Tak zamyśliłem się, jak przyrzekasz to niech przylecą, kiedy mogę się ich spodziewać?
n: Iiiip… jesteś kochany, pogadam z nimi i zadzwonię. Pa całuski.- rozłączyłam się, zabrałam kosmetyczkę i stare pokrwawione ciuchu wyrzuciłam do śmieci. Kupiłam jeszcze kawę dla chłopaków i nam z Justą po gorącej czekoladzie, wróciłam ale jeszcze spali. Zjadłam płatki, leżałam chwilę bez czynnie ale złapałam jakąś książkę i zaczęłam czytać. *Nie ma tak dobrze, obudzę ich* z diabelskim uśmiechem uknułam plan pobudki, po chwili użyłam mocy wody i nad każdym śpiochem oprócz mojego misia wisiała kulka z wody. Podeszłam do jego łóżka i uklękłam przy nim, pocałowałam oraz w tym momencie wylałam wodę na pozostałych którzy zaczęli krzyczeć. Ukochany przetarł oczy i zapytał:
- Kochanie która godzina?
- 10:10 słońce moje- namiętny całus
- Ekhem… co to za akcja z tom wodą?- Just prawie calutka mokra
- Oj musiałam was jakoś obudzić.- tłumaczyłam się niemrawo
- Ta nas to wodą traktujesz z rana a te pomyłkę genetyczną to całujesz.- nie kto inny jak Tom.
- Oj tam.- machnęłam ręką
- Skarbie czemu nie leżysz w łóżku? Jesteś jeszcze słaba.- pow. z troską Czarny
- Nie już mi dobrze.- wypierałam się zarzutów
- Aha to czemu jak rano brałaś rzeczy z plecaka to miałaś minę jakby cię stado koni poturbowało?- do rozmowy włączyła się Geo
- Z kąt wiesz spałeś.- oburzyłam się
- Nie bo mnie ktoś, czyli ty, obudził a że była 8:30 poszedłem spać dalej.
- Nie wymigasz się teraz więc choć do mnie.- Bill pociągnął mnie na łóżko. On usiadł a ja leżałam z głową na jego kolanach.- masz gorączkę, i mówisz że nic ci nie jest.
- Justynka kochanie daj jej ten napój na regenerację.- Bartek przytulił Just
- Już.- schyliła się do plecaka z którego wyjęła małą szklaną buteleczkę. Na raz wypiłam całą zawartość. Just powiedziała jeszcze tylko:- idź teraz najlepiej spać tak na 1h bądź 2h a szybciej zadziała.
-Ale ja nie jestem śpiąca.
- Nie martw się Bill zaraz coś wymyśli.- zaśmiał się Gvs
- Żebyś wiedział, ja idę się ubrać wiec ty nie ruszasz się z łóżka nawet na centymetr.
- Tak mamo.-zatrzepotałam rzęsami. Wszyscy wybuchli śmiechem
- Boki zrywać, ja mówię poważnie.- pocałował mnie i poszedł się przebrać. W jego ślady poszli wszyscy, zjedli śniadanie i zajęli się gadką, tylko Billuś moje słonko przyszedł do mnie, położył się na kołdrze a ja wtuliłam się w niego.
- Kotuś śpij.- pogłaskał mnie po włosach
- Nie chce mi się:/
- Zamknij oczy i pomyśl o najlepszej rzeczy jaka ci się przytrafiła.- zrobiłam to, hmm… od razu przyszedł mi do głowy moment na jachcie.- teraz pogrąż się we wspomnieniach.- pocałował mnie w czoło i zaczął nucić „Durch den Monsun”, faktycznie zaczęłam zasypiać.
#Bill#
*Nareszcie zasnęła* wygrzebałem się z pod niej i poszedłem do reszty.
- Trochę ciszej bo moje kochane słonko śpi.- uciszyłem ich
- Nom okej, a co masz dla tego swojego kochanego słonka na urodzinki?- zap. mnie Just
- Ona na urodziny w listopadzie więc się nie śpieszę z prezentem.-odpowiedziałem
- Hehe jak chcesz.- podniosła ręce w geście poddania się- Tom, Gvs, Geo w pamiętacie co jest 31 października?- zapytała ich
- No bo przecież to hallowen.- powiedzieli chórem
- To nawet ja wiem co jest wtedy.- pokręcił głową Bartek
- No odpowiedzieliśmy.- oburzyli się
- Jak chcecie, ale żebyś ty nie wiedział.- z politowaniem spojrzała się na mnie Justyna
- O co ci chodzi?- uniosłem jedną brew
- O nic. Bartuś gdzie jesteśmy?
- Za 30 min będziemy w Berlinie. Szybko to zleciało.- stwierdził
- Ja tam idę na zakupy.- odrzekła czarnowłosa
- Idę z tobą.- zapowiedziałem
- Przypomniałeś sobie?- prawie krzyknęła
- Ciszej i nie wiem o co ci chodzi po prostu chciałem kupić sobie coś nowego.
- Oj Bill masz kalendarz?- to pytanie wypowiedział Bartek
- Taa w telefonie…- przerwał mi
- To zapisz sobie, wszyscy to sobie zapiszcie, 31-ego października są urodziny Natalii.
- O cholera zapomnieliśmy.- wydarliśmy się trochę z głośno bo zaraz było słychać tę piękną wiązankę przekleństw wydobywającą się z ust Natki pt.„ Co za debile budzą mnie o tej irracjonalnej porze”.
Powoli zaczyna mi się wena kończyć więc rozdziały będą dodawane w dość dużych odstępach czasowych. Sory :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz