wtorek, 2 sierpnia 2011

Rozdział 19

Obudziłam się przykuta łańcuchami do kamiennego stołu. Rozejrzałam się, byłam w jakimś lochu, sama. Próbowałam  się oswobodzić, ale żywioły nie odpowiadały, bałam się nie na żarty. Usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi, obok mnie stanęły jakieś 2 wampiry blondyn i szatyn.
- Z chęcią zabił bym cie od razu ale pan nam nie pozwolił.-  uniósł mój podbródek blondyn
- Spierdalaj.- fuchnęłam
- Ładna, zadziorna aż szkoda że do rana nie przeżyjesz.- śmiał się szatyn. Wziął do ręki sztylet i zaczął powoli wycinać mi wzorki na rękach. Nie krzyczałam, stłumiłam ból. Tamten drugi przypalał moje ciało metalowym prętem, nic, nawet nie drgnęłam.
- Cholera masz silną wolę, normalnie ofiary już błagały o śmierć.- zdziwił się blondyn biorąc 20 cm igłę do ręki, poruszyłam się niespokojnie. – ej księżniczka to nam się igieł boi.- śmiał się. Po moim policzku zaczęły spływać łzy, ale nie krzyczałam nie miałam siły. Już mięli zadać ostatni cios aż przerwały im tak znane mi głosy Justyny i Michała:
- Co wy robicie?- zbulwersował się Michał
- Wykonujemy rozkaz twego ojca.- ukłonili się. *Czyżby jego ojcem był Karon?* zapytałam się w myślach
- Rozkujcie ją i zanieście do mojego pokoju!- rozkazała Justyna. Bez gadania wykonali rozkaz, to ostatnia rzecz jaką pamiętam. Na nowo wróciłam do życia w jakimś pokoju, moje ciało spoczywało pod kaszmirową pościelą i mnóstwem bandaży ;P. Nade mną stał…
#u Billa#
- Ola nie ma jej, boję się, zostaję z tobą.- mówiłem do przyjaciółki która spoczywała w objęciach swojego narzeczonego.
- Billy uspokój się, wróci cała i zdrowa, jedź my cie poinformujemy jak tylko zawita w nasze progi.- Ola wymusiła na ustach uśmiech.
- Braciszku wsiadaj do busa ona się znajdzie.- Tom poklepał mnie po ramieniu. Podniosłem się z fotela i ruszyłem ku drzwiom ściskając w ręku nasze wspólne zdjęcie.
- Ale jak wróci dzwońcie od was odbiorę nawet w czasie koncertu.- przypomniałem, ze smutkiem i bólem wsiadłem, a raczej zostałem wepchnięty do busa. Ostatni raz spojrzałem na zdjęcie i skulony zasnąłem na kanapie.
#Nata#
… nade mną stał Michał.
- Co się stało? Gdzie jestem?- złapałam się z głowę
- Nie bój się jesteś w pokoju Justy, tu nic ci nie grozi.- pogłaskał mnie po policzku, nawet nie miałam siły zaprotestować. Zaczął nie całować po szyi oraz po ustach, z moich oczu popłynęły łzy, chciałam się wyrwać ale ból mi przeszkadzał. * Ja nie chcę!* łkałam w myślach, drzwi pokoju otworzyły się. Justyś wparowała i z prędkością światła oderwała ode mnie chłopaka.
- Michał idź z tond i to już.- wskazała drzwi. Wkurwiony że mu przerwała wybiegł.
- Natka przepraszam to się nie powtórzy.- przysięgała
- Dobrze że przyszłaś bo nie wiem co by się stało.- słabo odpowiedziałam
- Okej, Nacia czy ty chcesz z tond uciec?- zapadła niezręczna cisza
- Tak i mnie nie powstrzymasz.- pow. pewnym głosem
- Nawet nie mam zamiaru ale pozwól mi uciec z tobą nom i z moim chłopakiem.- błagała
- Ale dlaczego?
- Bo mój ojciec jest okropny ja nie chcę żyć jak żyję.
- Dobrze wieże ci, kiedy chcecie uciekać?
- Najlepiej dziś, wypij odzyskasz siły ale tylko na 5h.- wypiłam gorzki i trochę mętny płyn. Justi wzięła spory plecak i zaczęła pakować rzeczy (ja nie miałam nic przy sobie więc ona mi pożyczyła). Ok. 20 spotkałyśmy się u jej chłopaka Bartka. Wysoki blondyn wpuścił nas do środka. Wziął swój plecak i odlecieliśmy od niego z balkonu (wampiry też mają skrzydła ale nietoperze). Z oddali słychać było tropicieli, przyśpieszyliśmy. Dorwali nas i zrzucili na ziemię, walnęłam w jakiś autobus. Eh maszyna stanęła i wyleciało z niej 3 chłopaków. Nie zwróciłam na nich uwagi, byłam zajęta przegrywaniem walki ;P, Justi i Bartek nie radzili sobie zbyt dobrze bo byli zmęczeni ja też opadałam z sił.
- Justyna, Bartek odsuńcie się, pora to zakończyć- krzyknęłam wbiegając na środek koła którym otoczyli nas tropiciele. Rozłożyłam skrzydła i wzbiłam się na ok. 10m nad ziemię. Zaczęłam wykrzykiwać:
- Kwazar wiecznego ognia.- żywioł otoczył moje ciało a zaraz później utworzył krąg wokół przeciwników.- Szept wiatru.- powietrze zawirowało i wniosło moje włosy. Wiatr zaczął tworzyć ogniste tornado.- Pięść Ziemi.- grunt stał się nie stabilny i wciągną tropicieli mniej więcej do pasa. Wyciągnęłam otwartą dłoń przed siebie, ale zaraz później zacisnęłam ją w pięść, to też ogniste tornado zamknęło się jak klatka i zabiło napastników.- Trójząb Neptuna.- moja skóra stała się lodowata jak śnieg, wokół zaczął wnosić się zapach rosy. Woda ugasiła pożar wywołany wiecznym ogniem. Spadłam z braku sił, ale w ostatniej chwili jakieś 5m nad Ziemią złapały mnie silne ramiona. Uchyliłam powieki, to był Bill.
#Bill#
Jechaliśmy właśnie do Berlina, aż coś w nas uderzyło. Pojazd zatrzymał się i reszta wyleciała zobaczyć co się dzieje. Ja zostałem w środku. Po kilku minutach wleciał zdyszany Tom i powiedział że na zewnątrz walczy Natalia. Zostawiłem go gdzieś po słowie Natalia, tak ona tam była. Unosiła się na wysokości 10 może 11m nad Ziemią, krzyczała nazwy żywiołów które wykonywały polecenia. Po zakończonym starciu zaczęła spadać, rozłożyłem skrzydła (bo mam sokoła) i złapałem ją. Wylądowałem, zaraz wokół nas zgromadzili się wszyscy. Spojrzałem na ukochaną, była blada, usta miała sine i nie oddychała. Położyłem ją na ziemi i próbowałem ratować.
- Nie Natalia nie rób mi tego.- potrząsnąłem jej martwym ciałem.- nie ochoć… proszę nie.- łzy pociekły mi z oczu, przytuliłem się do jej zimnego ciała oraz wdychałem jej zapach. Moja głowa leżała na jej brzuchu, poczułem czyjąś rękę gładzącą mnie po włosach. To był/była…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz