Wstałam o 11:30!!! Wyleciałam z łóżka, złapałam pierwsze leprze ciuch z szafy i zniknęłam w łazience. Po 20 min ubrana zeszłam do salonu gdzie obecnie byli wszyscy, oparłam się o futrynę i powiedziałam:
- Czemu mnie nikt nie obudził?
- Bo spałaś jak aniołek.- Bill podszedł do mnie i pocałował mnie czule
- Aha co na śniadanie?- zadałam pytanie
- A co chcesz?- pociągną nie w stronę kuchni. Reszta nie zwróciła na nas zbytniej uwagi. Widząc że chłopak nie ma pojęcie co ma zrobić postanowiłam mu pomóc.
- Poradzę sobie sama, zjem płatki i będzie ok.- wyciągnęłam z szafki wszystko co potrzebne i zaczęłam jeść i gadać z Billem. Przypomniałam sobie że dziś mamy nasze ognisko więc poleciłam ukochanemu aby zabrał chłopaków do sklepu aby kupili piwo i przekąski. Z początku trochę się krzywili ale po tym jak ładnie poprosiłyśmy poszli.
- Ola jak myślisz kogo zaprosisz na ślub?
- Hmmm… dobre pytanie jeszcze nie wiem ale ciebie i chłopaków na pewno.
- To morze zrobimy listę gości itp.?
- Okej pójdę po notatnik.- po chwili wróciła z długopisami i notatnikami. Na planowaniu listy gości straciłyśmy 2 godz. i właśnie zaczęłyśmy planować wystrój kościoła jak przyszła męska część taszcząc 4 skrzynki piwa i 4 reklamówki różnych przekąsek.
- Jesteśmy!- oznajmił Kris wchodząc do kuchni i podobnie jak bliźniacy zostawiając tam prowiant na ognisko. Zamurowało ich jak weszli do salonu:
- Tornado tu było?!- krzykną Tom
- Ola nie opłaca się kupować kwiatów przy mojej mocy.- nawet ich nie zauważyłyśmy
- Tak masz zupełną rację.- zaczęła coś kreślić na jakiejś kartce
- Halo Ziemia do dziewczyn!- krzyczeli faceci wymachując rękami- my tu głodni jesteśmy a wy o jakichś kwiatach gadacie!
- Prosto, w lewo pierwsze drzwiczki od okna.- machnęłam ręką
- Yyy…- tyle dało się słyszeć zza pleców gdzie stali tamci. Zrezygnowana wstałam i poszłam do kuchni i zrobiłam im kanapki.
- Na stole w kuchni są kanapki.- przeszła obok nich i zasiadłam na wcześniej zajmowanym miejscu.
- Dzięki że się nami zainteresowałaś.- bąkną pod nosem Bill. Jak poszli do kuchni tak ich już nie zobaczyłyśmy. Zaniepokojone zaczęłyśmy ich szukać. Po 5 min. znalazłyśmy ich w pokoju Olki oglądających mecz. Stanęłyśmy z nimi i ja zarzuciłam od tyłu ręce Billowi na szyję a Ola Krisowi. Zaczęłam szeptać mu do ucha:
- Przepraszam kochanie, już taka nie będę.- nic żadnego znaku życia. Podeszłam od przodu i usiadłam mu na kolanach. Pocałowałam go namiętnie, oddał pocałunek a to już coś, oderwałam się od niego i zrobiłam skruszoną minę.
- Obiecaj że już taka nie będziesz nigdy.- podkreślił ostatnie słowo
- Przysięgam.- pocałowałam go znów. Przeprosiłyśmy jeszcze Toma, ja i Bill szybko się ulotniliśmy do mojego pokoju gdzie trochę pogadaliśmy i zaczęliśmy się szykować na ognisko. Założyłam długie jeansy, bluzkę na krótki rękaw oraz zawiązałam bluzę na biodrach. Mniej więcej o 17 wyszliśmy z domu. Idąc wolno zagłębiając się coraz bardziej w las czułam się obserwowana. Po chwili moje obawy się ziściły, wyskoczyła na nas ta sama wampirka co za pierwszym razem tylko teraz miała więcej pachołków.
- Brać ich, ale Natalia jest moja.- zarządziła, a my z Olką przygotowałyśmy się do starcia podobnie jak faceci. Odgrodziła mnie do przyjaciół i walczyłyśmy 1 na 1. Bitwa trwała ok. 30 min, kiedy rozcięła mi przedramię sztyletem zniknęła. Nie chcąc martwić reszty tym zadrapaniem założyłam bluzę i poszliśmy dalej. Na miejscu palenisko było gotowe więc tylko pstryknęłam palcami a zajęła się ogniem. Siedzieliśmy i śmialiśmy się aż Olka nie opustoszyła 10 butelki piwa i nie zaczęła wygadywać głupot:
- Hej zaśpiewać wam?- zap. wstając i lekko się kiwając
- E daj spokój tę piosenkę śpiewasz zawsze jak się upijesz.- oznajmiłam
- Niech śpiewa jak chce.- zaprotestował Tom i Kris równocześnie. Zaczęło się (tekst słów):
TY taki brzydki nawyk masz
że się nie myjesz co ci tam
bo lubisz śmierdzieć jak niemyty łoś
I chociaż masz tak brudny ryj
Nikt nie powie "idź się myj"
Bo każdy zdycha zanim powie coś
Znowu śmierdzę jak szczur
Jak zdechły pies
że się nie myjesz co ci tam
bo lubisz śmierdzieć jak niemyty łoś
I chociaż masz tak brudny ryj
Nikt nie powie "idź się myj"
Bo każdy zdycha zanim powie coś
Znowu śmierdzę jak szczur
Jak zdechły pies
Nie myłem się wczoraj i dziś też
Jak koński gnój
Podaj mi dłoń
A dam ci poczuć tą przepiękną woń
Która wylatuje z moich ust...
Śmierdzę jak szczur
I chociaż mam pedalski fryz
Nie pomoże mi to nic
Ja mydła boję się tak że aż strach
I chociaż tylu ludzi znam
To nikt nie śmierdzi tak jak ja
Ja lubię zapach potu spod swych pach
Znowu śmierdzę jak szczur
Jak zdechły pies
Nie myłem się wczoraj i dziś też
Jak koński gnój
Podaj mi dłoń
Jak koński gnój
Podaj mi dłoń
A dam ci poczuć tą przepiękną woń
Która wylatuje z moich ust...
Śmierdzę jak szczur
I chociaż mam pedalski fryz
Nie pomoże mi to nic
Ja mydła boję się tak że aż strach
I chociaż tylu ludzi znam
To nikt nie śmierdzi tak jak ja
Ja lubię zapach potu spod swych pach
Znowu śmierdzę jak szczur
Jak zdechły pies
Nie myłem się wczoraj i dziś też
Jak koński gnój
Podaj mi dłoń
A dam ci poczuć tą przepiękną woń
Która wylatuje z moich ust
Która wylatuje z moich ust
Nie myłem się prawie miesiąc już
Śmierdzę jak szczur!
I chociaż mydło kupię
Nie użyje go!
Ja mam to wszystko w dupie
Lubię swoją woń!
Już wiesz skąd ten smród
Już wiesz skąd ten smród
Wiesz skąd ten smród
Skąd ten smród- skończyła i padła na kolana narzeczonego.
Śmierdzę jak szczur!
I chociaż mydło kupię
Nie użyje go!
Ja mam to wszystko w dupie
Lubię swoją woń!
Już wiesz skąd ten smród
Już wiesz skąd ten smród
Wiesz skąd ten smród
Skąd ten smród- skończyła i padła na kolana narzeczonego.
- Wiecie że to przeróbka Durch Den Monsun.- zaśmiałam się słabo
- Że co?! kto to wymyślił?- wkurzyli się obaj bracia.
- Aaaa…- ziewnęłam i przytuliłam się do Billa mówiąc przed zaśnięciem- ja i Olka w 5 klasie podstawówki.- odpłynęłam. Obudziłam się nazajutrz we własnym łóżku, wstałam i chciałam się przeciągnąć ale uniemożliwił mi to ból na lewym przedramieniu. Przypomniałam sobie walkę i ognisko. Poczłapałam do łazienki wzięłam szybki prysznic, opatrzyłam sobie ranę i ubrałam się w świeże ciuchy. Zeszłam do kuchni gdzie zastałam tylko Billa i mojego wujka.
- Wujku nie powinieneś być na misji?
-Tak ale skończyłem szybciej więc wróciłem.
- Aha.- pow. podeszłam do ukochanego i pocałowałam go czule, chciałam wyjąć z szafki szklankę i z przyzwyczajenia zrobiłam to lewą ręką. Zasyczałam głośno z bólu, złapałam się z bolące miejsce i upuściłam szklankę która się potłukła. Mężczyźni od razu zjawili się u mego boku pytając:
- Nic ci nie jest?- to pyt. należało do Billa
- Nie nic mi nie jest.- upewniłam go
- Nie wydaje mi się, pokaż lewe przedramię .- z niechęcią podwinęłam rękaw.- kto cię skaleczył?
- Wczoraj walczyliśmy no i tamta wampirka o której wam mówiłam skaleczyła mnie. To nic poważnego.- wykręcałam się
- To było zatrute ostrze, masz w sobie truciznę.- podkreślił całe zdanie wujek.- Bill pomożesz mi, weź ją na kolana i mocno trzymaj bo będzie się wyrwać.
- Ok kochanie choć do mnie.- posadził mnie sobie na kolanach i przytulił ze lewą rękę miałam wolną lekko opadająco wzdłuż ciała. Wujek poszedł po jakąś walizkę i w tym momencie na dół zeszli kłócąc się Ola i Tom (Kris wrócił do swojego mieszkania)
- Jak mogłaś przerobić tą piosenkę?!- darł się Tom
- Och byłam w 5 klasie, wtedy byliście dla mnie i Natki durnymi piszczałkami!- wydarła się moja przyjaciółka. Bill spojrzał się na mnie pytająco, zrobiłam skruszoną minkę i już miałam go przeprosić ale wszedł wujek z małą czarną walizką.
- Bill trzymaj ją mocno i nie pozwalaj żeby odwróciła głowę do tyłu.- polecił
- Dobrze, kochanie spójrz na mnie.- momentalnie utonęłam w jego brązowych oczach, z transu obudziły mnie słowa Toma:
- Wow ale masz tu igieł!
- Cholera co!!!- wyrwałam się zdezorientowanemu Billowi z rąk, z prędkością światła zwiałam do salonu i wlazłam na najwyższą szafę z książkami.
- Ty debilu ona panicznie boi się igieł!- wydarła się Olka waląc w łeb Toma
- Z kąt miałem wiedzieć! i nigdy więcej mnie nie bij!- oboje darli się aż przerwał im mój wujek:
- Dosyć trzeba ją z tamtą ściągnąć.- uspokoił ich. Przeszli wszyscy do salonu gdzie trzęsłam się jak galaret siedząc na biblioteczce.
- Kochanie zejdź na duł.- prosił wujek
- Żadna moc mnie stąd nie ściągnie.- pow. przestraszonym głosem
- Oj Natka nie przesadzaj, złaź a zabiorę cie na zakupy do Paryża.- uśmiechnęła się Ola
- Z nic na świecie stąd nie zejdę.
- Natalia proszę zrób to dla mnie.- usłyszałam głos mojego ukochanego
- Nie… ja… ja się boję.- ukryłam twarz w dłoniach. Wyciągną do mnie ręce jak by chciał mnie przytulić i powiedział spokojnie:
- Nie bój się maleńka, będę z tobą cały czas.
- Obiecujesz.- spytałam roztrzęsiona. Kiwną głową na „tak” a ja powoli zeszłam z biblioteczki i przytuliłam się do niego ze łzami w oczach.
- Ciiii… jestem tu nie bój się.- szeptał mi do ucha. Wujek korzystając z okazji wbił mi strzykawkę w rękę. Pisnęłam jak pies a po moich policzkach spłynęły łzy, Bill szeptał mi do ucha czułe słówka, nom nic więcej nie pamiętam bo zasnęłam (moja reakcja na strach xD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz