Nie wiedziałam co o tym myśleć z jednej strony chciałam do niego wrócić, a z drugiej nie widziałam nas już razem. Postanowiłam przemilczeć tę sprawę przed Olką żeby nas przypadkiem (do póki się nie zastanowię) nie zeswatała znów. Miałyśmy jeszcze 1 lekcję i nareszcie do chaty, 6 lekcji to stanowczo za dużo. Olka chyba miała ma mnie focha bo nie gadałyśmy. Dzwonek nareszcie z tej debilnej budy. Kiedy jechałam cały czas myślałam o tym jak bardzo kocham Michała i że bardzo chcę do niego wrócić ale musi się postarać. W domu wparowałam do pokoju ubrałam się i umalowałam jak najbardziej Emo jak umiałam, wzięłam Szadoła na spacer na małą polanę niedaleko domu. Pech chciał że tam było jeziorko nad którym spotkałam wcześniej mojego exs, teraz też tam był. Pomyślałam że odpłacę mu za to że mnie zostawił. * Szadoł idź już do domu ja muszę tu coś załatwić* wysłałam mu w myślach, skiną łubem i znikną za drzewami. Rozłożyłam czarne jak noc skrzydła i wylądowałam na środku jeziora, uśmiechnęłam się tajemniczo zarzuciłam kaptur bluzy tak że nie widać było mi oczu i powiedziałam do niego (on był tyłem do mnie):
- Michał.
- Kto, kim jesteś?
- Jestem twoim sennym koszmarem.- zdjęłam kaptur.
- Jak to, Natalia ty nie możesz być moim koszmarem!
- Nie jestem nią nędzna kreaturo.
- Więc kim jesteś?
- Jestem wcieleniem samego diabła.- zaśmiałam się złowieszczo- Natalia jest tu.- wyciągnęłam z wody swojego klona, związanego sznurem i z chustką na oczach.
- Natalia?!
- Michał gdzie jesteś gdzie ja jestem?- mówił mój klon.
- A teraz patrz jak ginie twa ukochana!- zwróciłam się do niego i podpaliłam klona który zaczął się drzeć jak z horroru.
- Nieeeeeeeeeee!- wskoczył do wody i zaczął płynąć w moją stronę a ja zniknęłam przy jednym podmuchu wiatru (tak naprawdę to zanurkowałam). Poczekałam chwile aż stracił przytomność i „wyłowiłam” go z jeziora. Osuszyłam się oraz jego przy pomocy ognia.
- Michał, obuć się!- krzyknęłam stojąc nad nim i udając że go tu znalazłam.
- Natalia żyjesz!- wstał gwałtownie i przytulił mnie
- A czemu miała bym nie żyć, coś ci się przyśniło?- zapytałam w duchu śmiejąc się.
- Jak to było takie realistyczne.- złapał się za głowę
- Ale co?
- Ten sen, ale ważne że żyjesz.
- Choć wracajmy do domów bo późno się robi.
- Ok. A przepraszam za tą akcję w szatni byłem głupi.
- Wiem i wybaczam ci a teraz choć chce w tym tygodniu dojść do domu.- uśmiechnęłam się i ruszyliśmy szliśmy, śmialiśmy się, gadaliśmy aż doszliśmy do celu. Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy każdy w swoją stronę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz