piątek, 29 lipca 2011

Rozdział 5

Obudziło mnie stukanie deszczu o szybę. Usiadłam i przeciągnęłam się niczym kot.
- Kris gdzie my jesteśmy?- ziewnęłam
- W Białoruskim mieście ale jakim to nie wiem. Za raz podjedziemy do motelu więc ogarnij się trochę.- zakończył swój monolog spojrzeniem na mnie.  Wzięłam szczotkę i przeczesałam moje długie włosy, „ Jak tylko spotkam fryzjera to zaraz je obetnę ” pomyślałam.  Zatrzymaliśmy się pod jakimś nie ciekawym domem, zmierzyłam brata od góry do dołu spojrzeniem i zrobiłam głupi uśmieszek coś w stylu „ Nie mów że mam tu spać”.
- E u środku wygląda  to lepiej.- uśmiechnął się do mnie i wziął śpiącą Olę na ręce, która zaraz się w niego wtuliła. Poszłam do recepcji załatwić pokoje (dobrze że facet znał angielski bo nie wiem co bym zrobiła). Wzięłam od niego 2 klucze i podeszłam do nie śpiącej już koleżanki.
- Masz nasz pokuj jest na 3 piętrze nr 112 a twój- zwróciłam się do Krisa- jest zaraz obok nas nr 113.- załączyłam, wzięłam swoją torbę gdzie miałam kosmetyki, ręcznik, piżamę oraz ubrania na jutro i skierowałam się do pokoju. * Kris miała rację tu jest ładnie* pomyślałam jak weszłam do dwu osobowego pokoju w kolorze ciemnej zieleni na ścianach z jasno brązowym dywanem. Łazienkę miałyśmy dość sporą, całą białą z niebieskim sufitem. Podeszłam do łóżka stojącego pod małym oknem z widokiem na las i zostawiłam tam torbę. Wyszłam z pokoju i poszłam do zwierzaków. Weszłam do dużej przyczepy i powiedziałam
-Cześć wszystkim- ( z pomocnikami porozumiewaliśmy się telepatycznie)
- Witaj pani- odezwał się Szadoł  a zaraz po nim cała reszta.
- Mówcie do mnie Natalia w końcu jesteście tak samo ważni jak ja- uśmiechnęłam się radośnie do całej gramatki, każdemu dałam jeść i pić oraz wypuściłam ich na parking za motelem. Oparłam się o ścianę budynku i przyglądałam się jak biegają i latają w powietrzu po zaśnieżonym parkingu. W pewnym momencie usłyszałam szelest z ok.    5 km za mną (miałam bardzo czuły słuch) Szadoł i Sefora też nasłuchiwali.
- Ozyrys, Ametysta polećcie w górę i sprawdźcie teren dokoła motelu tak na ok. 10 km z tond.- zwróciłam się do skrzydlatych przyjaciół którzy natychmiast zniknęli w przestworzach. Czekałam ok. 2 min, aż usłyszałam krzyk Ametysty w mojej głowie               „ To wampiry zaraz będą u was ”, czym prędzej ściągnęłam wisiorek i już byłam gotowa na spotkanie ( jak ktoś nie wie o co chodzi z wisiorkiem to niech przeczyta jeszcze raz rozdział 2.). Wzięłam do rąk sztylety które miałam przy pasku podeszłam do moich pomocników i czekaliśmy na „gości”. *Moja pierwsza walka na poważnie, nie ukrywam trochę się boję* pomyślałam, * Nie ma czego my ci pomrzemy* uspokoił mnie trochę miękki głos Sefory. Nie zdążyłam nawet mrugnąć a już kilka senbon leciało w moją stronę. Szybko i zwinnie uchyliłam się przed nimi, a z lasu wyskoczyły w tym czasie 4 wampiry, 1 kobieta i 3 mężczyzn z maskami na twarzy.
- Ona ma być żywa!- krzyknęła kobieta i ruszyli na nas. Ja zajęłam się nią a pomocnicy mężczyznami. Walka była trudna musiałam skakać po drzewach, robić salta i gwiazdy. Było ciemno więc uaktywniłam swoje zdolności widzenia o ciemnościach. * O nie tego jest za wiele ja z nią już  chyba 30 min walczę i tylko kilka razy ją trafiłam” pomyślałam robiąc unik przed strzałą wypuszczoną z jej łuku.  Wkurzona stanęłam i powiedziałam „Trajgamer cienia” w okuł mnie pojawiły się 3 ogniste kule które po kolei trafiły w mężczyzn zamieniając ich w garstkę pyłu.  Spojrzałam się na nią i stworzyłam ogromną wodną klatkę w której ją zamknęłam.
- NATALIA!!!- usłyszałam krzyk moich towarzyszy ( tu chodzi o Olę i Krisa bo pomocnikom kazałam się nie zbliżać) zdezoriętowałam się i wodne więzienie zniknęło.
- Jeszcze się spotkamy łowczyni!- wykrzyczała i zniknęła w lesie.
- Nic ci nie jest?- zap. zdenerwowana przyjaciółka przytulając mnie.
- Nie nic mi nie jest, ale Kris kim ona była?- zwróciłam się do brata.
- Hmm… sądząc po kolorze maski była to jakaś sługa Karona.- stwierdził
- To teraz będą nas ścigać?- zapytałam nie pewnie.
- Pewnie tak, Karon bardzo chce cię zabić w końcu jesteś wybranką która ma go kiedyś zabić.- pow. spokojnie- Ale lepiej wracajmy spać przed nami jeszcze długa droga. Pomocnicy dziękuję z a pomoc mojej siostrze.
- To nasz obowiązek.- skłonił się Ozyrys który usiadł mi na ramieniu. Ola pomogła mi pozamykać  zwierzęta w klatkach, po powrocie do pokoju wzięłam szopki prysznic i położyłam się spać podobnie jak Ola.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz