Ale od początku, nazywam się Natalia i mam 14 lat ( i brata Krisa, starszy ode mnie o 3 lata, ale o nim później), jestem wysoką rudowłosą dziewczyną o mleczno białej cerze, soczyście zielonych oczach, smukłej talii inie powtarzalnym charakterze, w szkole nikt nie miał prawa stanąć mi na drodze bo oberwał, zawsze miałam dobre stopnie nauczyciele mnie lubili, ale dokładnie3 lata temu to się zmieniło, zaraz po rozstaniu z moją jedyną miłością Michałem,stałam się łowczynią wampirów. Pamiętam że jak go pierwszy raz zobaczyłam nie zrobił na mnie większego warzenia. Był po prostu nowym uczniem naszej klasy. Na początku nie gadaliśmy w ogóle, ale moje koleżanki wmawiały mi że będziemy razem. Nie wierzyłam im zbytnio, cóż Michał był bardzo przystojny wysoki, wyższy ode mnie o głowę, w jego błękitnych oczach można było się utopić, kosmyki jego brązowych włosów niesfornie opadały mu na czoło był także opalony, w końcu spędził całe lato w Grecji. Powoli nigdzie się nie śpiesząc zaczęłam go poznawać, mieliśmy wspólne pasje i zainteresowania np. MotoCross, szkicowanie mangi i anime ale również naszym częstymi tematami rozmów były filmy, biała broń którą każde z nas potrafiło się posługiwać i strzelanie z łuku. Nie zauważyliśmy jak po niecałych 3 miesiącach zaczęliśmy spędzać ze sobą wiele czasu. Pamiętam że to był piątek do szkoły mieliśmy na 8:45, poszliśmy na skarpę nie daleko szkoły był wtedy wyjątkowo zdenerwowany, nie zwracałam na to zbytniej uwagi. Aż tu nagle wypalił z tekstem „Chcesz ze mną chodzić?” zgodziłam się bez większego namysłu ponieważ jakiś miesiąc temu zaczęła coś do niego czuć. Było nam razem wspaniale każdy nauczyciel o nas wiedział więc bez przeszkód mogliśmy się całować na i przed lekcjami. Zawsze mnie wspierał, jak byłam smutna pocieszał i przytulał. Aż nagle wszystko zaczęło się psuć. Kłóciliśmy się często, on był mega zazdrosny nie wolno mi było nawet przytulić się po przyjacielsku z najlepszym przyjacielem, ale on mógł sobie jeździć pod namioty z różnymi dziewczynami a ja nie wiedziałam co się z nim dzieje czasem nawet przez tydzień nie dawał znaku życia. Jego główną wymówką był rozładowany telefon albo wcale go nie wziął z domu. Wybaczałam mu jak głupia wiele razy, a o jego wybaczenie musiałam błagać. Aż nie wytrzymałam i powiedziałam mu prawdę „ja się czuje jak na smyczy, daj mi więcej swobody albo nie możemy być razem, boja tego nie wytrzymam” a on tylko powiedział „ kocham cię ale i tak nie będziemy razem bo wyjeżdżam, przepraszam ale nie zobaczy mysię już nigdy więcej” powiedział to tak bez uczuć, odszedł a ja zostałam sama.Zaczął padać wtedy deszcz jakby niebo mówiło „nie mówię ale mogę płakać z tobą”. Długo się po tym pozbierać nie mogłam, aż pewnego popołudnia coś zaciągnęło mnie do garażu, nawet nie wiem po co ale zaczęłam przeszukiwać jakiś stary kufer matki. Siedząc oglądałam różne fotografie, aż na jednej było zdjęcie mojego ojca który trzymał ten kufer. Przyjrzałam mu się trochę lepiej i zauważyłam klapę w miejscu w którym stał obecnie kufer. Szybko wstałam i przesunęłam go, schodząc do tunelu po starej drabince trochę się bałam ale także byłam coraz bardziej ciekawa co jest dalej. Szłam kilka minut wilgotnym oświetlonym pochodniami tunelem, aż dostrzegłam mosiężne drzwi. Pchnęłam je i weszłam do jakiejś biblioteki gdzie przy biurku siedział z nosem w książkach…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz