poniedziałek, 12 września 2011

Rozdział 31

#I znów z naszą szczęśliwą siódemką#

Samolot wylądował na głównym lotnisku Windhuk ( stolica Namibii). Bartek poszedł wynająć pokoje w pobliskim hotelu, a reszta poszła zaopatrzyć się we wszystko co będzie im potrzebne. Po niespełna 3h (które spędzili na zakupach z których wrócili z chyba 12 torbami pełnymi wody i suchego prowiantu) wszyscy siedzieli w pokoju Toma myśląc o jutrzejszym dniu. Doszli do wniosku że wynajmą samochód terenowy i wyruszą o 6:00. Nastała noc, każdy spał. Tylko jedną osobę dręczyły koszmary, a mianowicie Czarnego. Chłopakowi śniła się jego ukochana która ginie a on nie może jej pomóc. Nagle jego sen zaczął się rozmywać aż zostały tylko 2 postacie Natalia i Bill. Dziewczyna odezwała się pierwsza:

- Nie szukaj mnie. Proszę.- wypowiedziała te słowa z błagalną mina. Podszedł do niej, przytulił i szepnął.

- Czemu?

- Nie jestem gotowa…- po chwili niepewnie i z obawą dodała- j… ja się boję.

- Kochanie nie ma czego, błagam wróć do mnie.- pogłaskał ją po policzku.

- Bill kocham cie ale…- przerwał jej

- Gdzie jesteś?- zapytał. Dziewczyna po głębszym zastanowieniu odpowiedziała.

- Ale przyrzeknij że nikt oprócz ciebie się nie dowie.

- Przyrzekam.

- Mój domek jest przy delcie Okawango.- pocałowała go i znikła. Bill obudził się cały zalany potem, usiadł na łóżku dotknął ust i szepnął „Natalia”. Szybko wstał ubrał się, zapakował do plecaka mapę, kompas, prowiant oraz kilka butelek wody.  Na skrawku papieru szybko nabazgrał:

„Poszedłem szukać Natalii, chyba wiem gdzie ona może być jeżeli nie znajdę jej w przeciągu 4 dni wrócę i spotkamy się w tym hotelu w którym jesteśmy.
Bill”
Kartkę zostawił na nocnym stoliku obok lampki. Wyszedł na balkon, rozłożył skrzydła, odbił się i wzleciał wysoko w chmury. Od jakichś 4h kierował się na północny-wschód, właśnie wzeszło słońce które zaczęło go potwornie razić więc założył okulary z ciemnymi szkłami. Zatrzymał się tylko kilka razy aby sprawdzić kierunek czy napić się wody i coś przegryźć. Nagle po 10h lotu opadł już z resztki sił i zaczął spadać, przed jego czekoladowymi oczami przeszło całe życie i to jedna myśl ze nie odszukał swej ukochanej. Zamknął oczy i czekał na śmierć, nagle poczuł silny podmuch wiatru i ciepłu głos wołający go gdzieś z oddali.
# Godzina 5:45 hotel w Windhuk#
Tom właśnie szedł po brata, stanął przed dębowymi drzwiami i zapukał ale nikt się nie odezwał. Wszedł. Łóżko w nieładzie, otwarte okno, porozrzucanie ciuchy po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przykuła kartka na stoliku. Podszedł i przeczytał ją. W jednej chwili wybiegł z pomieszczenia, wpadając na stołówkę od razu skierował się do swych przyjaciół. Złapał głębszy oddech i powiedział:
- Bill poszedł na własną rękę szukać Naty.-  przy stole gdzie wcześniej toczyły się rozmowy zapadła grobowa cisza.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz