Przepraszam że dawno nie pisałam ale nie miałam zbytnio czasu ale teraz uważajcie bo niedługo dodam tu nową notkę, a no i 4 rozdział na moim 2 blogu, zachęcam do czytania i komentowania.
Ruda właśnie pakowała plecak w swoim pokoju, bo to właśnie dziś się wszystko rozstrzygnie , dziś o północy na wieży Eiffla zakończy się odwieczna walka. Dziewczyna spojrzała na zegarek była 13:10, ma jeszcze 5 min i teleportują się do Paryża. Przygotowała potrzebny eliksir zarówno na przeteleportowanie się do Paryż ale też na powrót, napisała też krótki list na wszelki wypadek jak b coś poszło nie po jej myśli. Westchnęła, zabrała plecak oraz pewien drobiazg który niedawno znalazła za pomocą starych map i zapisków. Kiedy doszła do podziemnej sali ofiarnej, wszyscy już tam byli, spojrzał po kolei na przyjaciół a jej wzrok skrzyżował się ze wściekłym wzrokiem Oli.
#Godzina 12 pokój Oli#
Blondynka wstała z łóżka i krzątała się po pomieszczeniu, Kris który wciąż leżał nie odwracał od niej wzroku.
- Co tak na mnie patrzysz?- zap. Ola
- Bo jesteś piękna nawet z tym malutkim brzuszkiem.- zaśmiał się. Dziewczyna dokładnie obejrzała wcześniej wspomniane miejsce ale nic nie zauważyła.
- Wydaje ci się nie mam brzucha.
- Może teraz nie ale będziesz niedługo miała.
- Co ty masz na myśli? Czy ty chcesz mnie utuczyć?
- Nie kotku po prostu ciężarnym zawsze rośnie brzuch to chyba oczywiste.- wstał i pocałował ją.
- KTO CI POWIEDZIAL?!
- Natalia dziś rano.
# I wracamy do obecnej chwili#
Kiedy tylko Natalia podeszła bliżej, Ola od razu zrobiła jej awanturę o to że powiedziała o dziecku. Ruda wytłumaczyła dlaczego mu powiedziała ale i tak przyjaciółka była na nią zła. Bill podszedł do narzeczonej, przytulił ją i wszyscy przeteleprtowali się do hotelu położonego zaraz obok wieży. Justyna wyciągnęła Bartka na spacer, a Olka namówiła Krisa na zakupy i takim oto sposobem Nata i Bill zostali sami:
- Kocham cię wiesz.- powiedział Czarny całując ukochaną
- Wiem ja cb też. – odpowiedziała i uśmiechnęła się sztucznie bo wiedziała że to mogą być ostanie takie słowa.
- Kochanie nie martw się tą pełnią.
- Nie martwię się .- skłamała
- To dobrze.- pocałował ją znów. I z tą maską chodziła do wieczora, a dokładnie do 23h. Kiedy zabrała wszystko co miała potrzebne spojrzała znów na wszystkich.
- Nata poczekaj idziemy z tobą.- wydarli się chórkiem i już mieli zabierać się do wyjścia ale dziewczyna odezwała się.
-Nie mogę was tak narazić.- powiedziała i wyszeptała Tamashī no shōheki (bariera dusz) wtedy jakieś cienie zaczęły krążyć po pokoju oddzielając Billa, Toma, Justynę, Olę, Bartka i Krisa od okien, drzwi oraz Natalii, która w pewnym momencie zniknęła. Pojawiła się w miejscu walki, czekała, czekała aż wybiła ta godzina zła i Karon zjawiła się na wprost niej mówiąc.
- Witaj Nikeli.
- Nie nazywaj mnie tak.- warknęła i wyciągnęła sztylet zza paska.
- Coś taka bojowo nastawiona? Nie cieszysz się na spotkanie rodzinne?- zap. ze śmiechem
- Nie.- syknęła ale zaraz cicho dodała- wystarczy tylko draśnięcie.
No, no Natalia, ciekawie piszesz :D.
OdpowiedzUsuń